wtorek, 13 marca 2012

O różach znowu....



Wiosna 2011 była okrutna dla mojego ogródka,również dla różanych krzewów...
Zamiast cieszyć się ich pierwszymi listkami martwiłam się czy przeżyją,czy odbiją czy będę musiała je wykopać ...
Sprawił to niespodziewany mróz z nocy z 3/4 maja 2011.
Było poniżej 5*C a miejscami chyba nawet więcej.
Przeszedł dziwną falą,głównie na wysokości powyżej metra nad ziemią ale również zahaczył o nieco mniejsze krzewy.
W taki oto sposób 'dostało' się moim krzewom.
Tak wyglądały niektóre z nich.





Jak dotąd bezpowrotnie zmarniały dwa krzewy róży parkowej 'Westerland'i jeden Arthur Bell.
Pozostałe podglądam niezmiennie i czekałamm ... czekałam... czekałamm...


6 czerwca 2011 roku doczekałam się pierwszych różanych kwiatów.
Nie liczyłam,że będzie to w pierwszych dniach czerwca,jest to więc dla mnie miła niespodzianka.
Krzewy są po przejściach,więc ich kwiaty są po prostu kwiatkami ... ale ślicznymi




















<< O różach
<< O różach jeszcze
<< Powrót do strony głównej




Brak komentarzy: