wtorek, 26 kwietnia 2016

Psia dola - wspomnienie o Redzie





REDA to członek naszej rodziny od ponad 3 lat.
Przyniesiona do domu w koszyku z czerwoną kokardą na szyi wyglądała niesamowicie przymilnie,była gwiazdkowym prezentem dla nas wszystkich
Przeszła wiele w swoim psim życiu a my razem z nią też dużo,łącznie z 2 ciążami urojonymi i konieczną sterylizacją,kleszczami,skaleczonymi łapami,ucieczkami na błota itp.
Ale to wyjątkowy pies tak jak wyjątkowa jest ta rasa.
Idealny do dziecięcych pieszczot i późniejszych zabaw.
Choć bywa nam trudno pogodzić się np. z jej pragnieniem kąpieli w każdej kałuży,taplania się w każdym napotkanym błocie,
podgryzaniem gałęzi krzewów w moim ogrodzie(wrrr..),uznawaniem moich donic z kwiatami za jej zabawki (wrrr....)
no i dwukrotnym w ciągu roku gubieniem sierści (łoo jeżu kolczasty ile tego się "szwęda" po domu?)to zawsze obcowanie z nią daje nam wiele radości.




Jest śpiochem ale również uwielbia biegi,kąpiele w "dużej "wodzie i zabawy z każdym innym psem.
Zobaczcie sami czyż nie emanuje z niej wielki spokój i radość???!!!











Spać lubi wszędzie ,o każdej porze,długo i zawsze jak nie ma się z kim pobawić.
Ale pozostaje czujna,każdy powrót do domu jest okazją do szaleństw,wtedy skacze wysoko w górę odbijając się na czterech łapach jak piłka, co przy jej tuszy jest niezwykle zabawne.

Jest niezwykle wrażliwa na dźwięk otwieranych/zamykanych drzwi lodówki.
Nigdy nie udało mi się skorzystać z lodówki w taki sposób by sunia nie przyszła do mnie.
Siada wóczas na pupie i maślanymi oczami wpatruje się we mnie lub w każdy ruch moich dłoni mając nadziję na niespodziewany kąsek.
Kocha jazdę samochodem do tego stopnia,że wskakuje do niego podczas wprowadzania samochodu do garażu.
Byleby tylko się przejechać...ale ma to związek z wypadami na dłuższe spacery w pobliże lotniska.
Jest tam dowożona a potem jak podczas każdej zabawy "hulaj" dusza...
Słodka psinka....



Pewnego dnia zauważyliśmy,że Reda kuleje.
Wizyta u lekarza,pzreświetlenie ,badania krwi i diagnoza ..straszna.
Szokiem była dla nas sama choroba bo przez miesiąc leczona była najpierw na zwyrodnienie stawu w lewej łapie,kulała.
podczas gdy błyskawicznie pokaząły się widoczne gołym okiem zmiany w prawym barku,przestała wchodzić po schodach,coraz mniej jadła,najchętniej z ręki,dużo spała na podwórzu i w ogrodzie .
Była znoszona i wnoszona na rękach do mieszkania,niesamowicie szukała fizycznej bliskości z nami.
Nie wyobrażałam sobie momentu gdy trzeba będzie podjąć decyzję o jej uśpieniu... nie wyobrażałam.

Obserwowaliśmy jakieś galopujące tempo postępu tego choróbska.
Pewnie,że życia chorego człowieka nie można porównywać do chorego zwierzęcia ale żal też jest ogromny i patrzeć też trudno na los chorego psa.Żal też jest bolący jakiś taki,ściskający za gardło i serce.

Uśpiliśmy ją ....
Reda miała niespełna 10 lat i raka kości,nie było szans na nic.
Choroba trwała 2 miesiące,3 tygodnie podawaliśmy leki uśmierzające ból ale było coraz gorzej i bez szans.
To było traumatyczne przeżycie dla nas.
Uśpiliśmy ją,kiedy nie mogła już podnieść się z posłania a mąż nie miał już sił znosić ją z piętra do ogrodu.
To był niesamowicie smutny lipcowy dzień 2013 roku w naszej rodzinie....

Dziś pozostaje wspomnienie kochanego psa,członka naszej rodziny...



<< Powrót do strony głównej
<< Powrót do FOTOLEKSYKONU








Brak komentarzy: